Skip to content
Indie

Twórcy Mouthwashing wsadzają trzech graczy do jednego czołgu

Studio Wrong Organ zapowiedziało kooperacyjny horror o obsłudze czołgu w zbezczeszczonym mieście, świadomie odcinając się od wielkobudżetowych ambicji.

3 min czytania
Twórcy Mouthwashing wsadzają trzech graczy do jednego czołgu

Wrong Organ, studio odpowiedzialne za ubiegłoroczny Mouthwashing, pracuje nad kooperacyjną grą, w której trzej gracze wspólnie próbują obsłużyć czołg w splugawionym mieście – donosi PC Gamer. Projekt sam twórcy określają mianem friendsweat, a więc czegoś, co ma wyciskać z graczy pot i nerwy przy jednym wspólnym zadaniu.

To zaskakujący zwrot dla ekipy, która zbudowała reputację na kameralnym, klaustrofobicznym horrorze psychologicznym. Mouthwashing rozgrywał się na pokładzie statku transportowego i był grą dla jednego gracza, opartą na atmosferze i narracji, nie na wspólnym zmaganiu się z niesforną maszyną.

Nie Peak, ale też nie Arma

Studio precyzyjnie wyznacza sobie granice. „Zdecydowanie nie jesteśmy jeszcze na poziomie Peak, ale nie próbujemy też robić Army” – cytuje twórców PC Gamer. To zdanie mówi o kierunku więcej niż jakikolwiek zwiastun.

Odniesienie do Peak, kooperacyjnego hitu o wspinaczce, w którym połowa zabawy bierze się z niezdarności i chaosu, ustawia ton całego przedsięwzięcia. Odcięcie się od Army – symbolu symulacyjnej powagi i realizmu militarnego – jasno komunikuje, że obsługa czołgu ma być źródłem komedii sytuacyjnej i frustracji, a nie ćwiczeniem z proceduralnej wierności.

„Zdecydowanie nie jesteśmy jeszcze na poziomie Peak, ale nie próbujemy też robić Army.”

– Wrong Organ, w rozmowie z PC Gamer

Chaos jako mechanika

Trzej gracze, jedna maszyna, miasto opisane jako zbezczeszczone – z tych trzech elementów wyłania się formuła, która w kooperacji sprawdza się od lat. Rozdzielenie sterowania między kilka osób i zmuszenie ich do koordynacji to sprawdzony przepis na sceny, w których to sami gracze generują najzabawniejsze i najbardziej stresujące momenty. PC Gamer opisuje projekt jako „stresujący jak diabli”, co w tym kontekście brzmi raczej jak komplement niż ostrzeżenie.

Ciekawe jest tu połączenie tonu. Wrong Organ przychodzi z bagażem po Mouthwashing – grze o rozkładzie, winie i psychicznym rozpadzie zamkniętej grupy ludzi. Setting „zbezczeszczonego miasta” sugeruje, że studio nie zamierza całkiem porzucić swojego mroku, tylko przełożyć go na język wspólnej rozgrywki. Jeśli uda się połączyć niepokojącą estetykę z komediowym chaosem koordynacji, powstanie coś, czego na rynku kooperacyjnych horrorów jest niewiele.

Dlaczego to warte uwagi

Mouthwashing było jednym z tych niezależnych tytułów, które zbudowały kult bez ogromnego budżetu marketingowego – siłą pomysłu i konsekwencji w budowaniu nastroju. Kolejny krok tego samego studia jest testem, czy tożsamość Wrong Organ przetrwa zmianę gatunku i liczby graczy.

Świadome pozycjonowanie się między Peakiem a Armą to deklaracja skromności, która działa na korzyść studia. Zamiast obiecywać rewolucyjny symulator czy kolejny wielki hit kooperacyjny, twórcy definiują wąską, konkretną niszę: gra ma być trudna do opanowania, śmieszna w porażce i niepokojąca w tle.

Na razie brak daty premiery i szczegółów technicznych, ale kierunek jest jasny. Studio, które sprawiło, że baliśmy się w pojedynkę na statku, teraz chce, żebyśmy z dwójką znajomych rozbili czołg o pierwszą lepszą ścianę.

Kuba Replay

AUTHOR