Recenzja Skate Story – medytacja o upadkach, która sama potrzebuje jeszcze czasu
Są gry, które chcą być wszystkim dla wszystkich. A potem są takie jak Skate Story – dzieła tak osobiste, tak hermetyczne w swojej wizji, że niemal odpychają przypadkowego gracza. To nie jest zarzut. To obserwacja dotycząca jednego z najbardziej intrygujących, ale i frustrujących doświadczeń, jakie ostatnio trafiły na rynek niezależnych gier.
Estetyka piekła, które chce być domem
Już pierwsze minuty z grą pozostawiają niezatarte wrażenie. Skate Story dzieje się w podziemnym świecie szklanego piekła – surrealistycznej przestrzeni, gdzie wszystko wydaje się być zbudowane z połyskujących, pękających powierzchni. Protagonista? Demoniczna istota przyjmująca formę… no właśnie, deskorolki. To założenie brzmi abstrakcyjnie, bo takie jest.
Studio Samo Studios, znane wcześniej z równie wizualnie charakterystycznego Proc Skater (projektu, który nigdy nie ujrzał światła dziennego w pełnej formie), stworzyło świat, który oddycha własną, niepowtarzalną estetyką. Niskopoligonalna grafika, nasycone kolory, geometryczne formy – wszystko to tworzy atmosferę, która balansuje między nostalgią za wczesną grafiką 3D a awangardowym podejściem do game designu.
Świat jest piękny w swojej obcości. Struktury krystaliczne wznoszą się w niebo, powierzchnie odbijają światło w hipnotyzujący sposób, a całość przypomina jednocześnie wymarzone skate spoty i lokacje z najdziwniejszych snów. To środowisko, które chce się eksplorować – przynajmniej przez pierwsze godziny.
Mechanika, która wymaga cierpliwości (i więcej)
Tutaj zaczynają się schody. A raczej – rampy, poręcze i inne przeszkody, które w teorii powinny być naszym placem zabaw.
System kontroli w Skate Story to mieszanka podejścia realistycznego (jak w serii Skate.) z własnymi, unikalnymi rozwiązaniami. Każdy trick wymaga precyzji, wyczucia timingu i – co najważniejsze – cierpliwości. To nie jest Skater XL, gdzie po kilku godzinach czujesz się jak weteran. To nie jest nawet Tony Hawk, gdzie już na starcie możesz wykonywać absurdalne combo.
Skate Story wymaga od gracza czegoś więcej: zrozumienia, że porażka jest częścią procesu. Że upadek to nie koniec, ale element nauki. Mechanika jest zamierzone trudna, czasem wręcz uparta. Deskorolka reaguje z opóźnieniem, fizyka bywa nieprzewidywalna, a niektóre sekcje wymagają dziesiątek prób, zanim w ogóle zrozumiesz, czego gra od ciebie oczekuje.
I tu pojawia się fundamentalne pytanie: czy to celowy zabieg artystyczny, czy niedoszlifowanie mechaniki?
Między sztuką a frustracją
Skate Story chce być metaforą. Całe doświadczenie gry to historia o demonicznej istocie, która próbuje zdobyć księżyc poprzez… skateowanie. To absurdalne, poetyckie i dziwnie wzruszające jednocześnie. Narracja jest minimalistyczna, podawana w krótkich, enigmatycznych fragmentach. Muzyka – lo-fi hip-hopowe bity przeplatane ambientowymi teksturami – dopełnia medytacyjnego charakteru gry.
Problem w tym, że czasem ta medytacja zamienia się w frustrację. Poziomy są długie, checkpoint’y rozstawione skąpo, a niektóre wyzwania wydają się raczej testować naszą wytrwałość niż umiejętności. Jest różnica między grą wymagającą a grą, która wymaga od nas walki z własnymi systemami.
Podczas moich kilkunastu godzin z grą wielokrotnie zastanawiałem się: czy to ja jestem problemem, czy gra? Czy powinienem „git gud”, jak mawiają na forach, czy też mechanika rzeczywiście wymaga jeszcze dopracowania?
Społeczność podzielona
Po premierze w grudniu 2024 roku (gra trafiła na PC i konsole po latach oczekiwania i przesunięć) reakcje graczy były skrajnie podzielone. Jedni chwalą artystyczną wizję, unikalne podejście do gatunku i odwagę w tworzeniu czegoś tak niekomercyjnego. Drudzy narzekają na nieintuicyjność kontroli, brak właściwego tutorialu i ogólne wrażenie, że gra nie została do końca ukończona.
I obie strony mają rację.
Dla kogo jest ta gra?
Skate Story to produkcja dla bardzo konkretnej grupy odbiorców. Jeśli:
- Szukasz konwencjonalnej gry o deskorolce z dużą ilością contentu i natychmiastową gratyfikacją – to nie jest tytuł dla ciebie
- Cenisz sobie unikalne wizje artystyczne i jesteś gotów wybaczyć niedociągnięcia techniczne w imię atmosfery – może ci się spodobać
- Masz cierpliwość do walki z mechanikami, które nie zawsze współpracują – znajdziesz tu wartość
- Szukasz czegoś, co czuje się jak interaktywna instalacja artystyczna więcej niż „gra” w tradycyjnym sensie – to może być dla ciebie
Piękny, pęknięty kryształ
Skate Story to gra, której nie da się jednoznacznie ocenić. To dzieło pełne sprzeczności – piękne i frustrujące, ambitne i niedokończone, poetyckie i irytujące.
Jeśli studio Samo kontynuuje wsparcie dla gry poprzez patche i aktualizacje (co sugerują ich wypowiedzi), może stać się czymś naprawdę wyjątkowym. W obecnym stanie to raczej fascynujący eksperyment niż w pełni satysfakcjonujące doświadczenie.
Szanuję tę grę za to, czym próbuje być. Szanuję wizję twórców i odwagę w podejmowaniu ryzyka. Ale nie mogę udawać, że to dzieło ukończone. To raczej obiecujący manifest tego, czym gry indie mogą być – nawet jeśli na końcowej prostej potknęły się o własne ambicje.
Dla fanów artystycznego podejścia do gier i osób gotowych walczyć z niedociągnięciami mechaniki – dodajcie punkt. Dla szukających dopracowanego doświadczenia skateboadingowego – odejmijcie dwa.
