Persona trafia do Netfliksa. W wersji aktorskiej
Variety donosi o aktorskim serialu na podstawie serii Persona w przygotowaniu w Netfliksie, z producentem Toru Nakaharą z Segi.
Netflix pracuje nad aktorskim serialem na podstawie serii Persona – poinformował Variety, a doniesienie powtórzyły między innymi IGN, Gematsu i Nintendo Life. Wykonawczym producentem ma zostać Toru Nakahara z Segi, ten sam, który firmuje filmowego „Sonica”. Zielone światło padło po komercyjnym sukcesie aktorskiego „One Piece”.
Na pierwszy rzut oka to logiczny ruch. Persona to jedna z najmocniejszych marek Atlusa, a „Persona 5” sprzedała się w ponad dziesięciu milionach egzemplarzy wraz z wersjami rozszerzonymi. Po sukcesie „Arcane”, „Cyberpunk: Edgerunners” i wspomnianego „One Piece” platforma najwyraźniej uznała, że japońskie marki growe to żyła złota. Problem w tym, że Persona stawia opór adaptacji jak mało która seria.
Dlaczego akurat ta seria broni się przed kamerą
Persona to nie jest historia, którą da się sprowadzić do fabuły. To gry zbudowane wokół rytmu codzienności: dzielisz dobę między szkołę, pracę dorywczą, budowanie relacji i nocne wyprawy do nadprzyrodzonego świata. Tytułowe Persony to manifestacje psychiki bohaterów, dosłownie wyciągnięte z teorii Junga. Cała seria jest medytacją nad tożsamością, maskami społecznymi i tłumionymi emocjami – rozpisaną na dziesiątki godzin powolnego oswajania postaci.
To wszystko działa, bo gracz sam zarządza tym czasem. Adaptacja aktorska musi to ścisnąć w kilka odcinków i z definicji odbiera widzowi sprawczość, która jest sercem rozgrywki. Zostaje fabuła i estetyka – a fabuła w Personie bywa pretekstem dla nastroju.
Kto za tym stoi
PC Gamer ujął sprawę bez ogródek już w tytule: „oh no, Americans will be making it”. Serwis wskazuje, że wśród zaangażowanych talentów mają być twórcy kojarzeni ze „Stranger Things”, filmowym „Sonikiem” i „Star Trek: Picard”. To akurat zestaw, który może budzić niepokój. Aktorskie adaptacje japońskich marek mają fatalną historię, gdy zachodni producenci próbują „przełożyć” wschodnią wrażliwość na własne schematy.
„oh no, Americans will be making it”
– tak premierę newsa skomentował PC Gamer.
Z drugiej strony obecność Toru Nakahary nie jest kosmetyką. To człowiek, który pilnował, by filmowy „Sonic” – po słynnej katastrofie z pierwszym projektem postaci – wyszedł na prostą i zarobił krocie. Udział kogoś z Segi po stronie produkcji wykonawczej sugeruje, że japoński właściciel marki nie oddaje sterów w całości.
Aktorska, czyli najtrudniejsza droga
Kluczowe słowo to „live-action”. Gdyby Netflix poszedł w animację, jak przy „Edgerunners” czy „Arcane”, rozmowa wyglądałaby inaczej – bo styl wizualny Persony, z jej jaskrawą czerwienią, kolażową typografią i menu udającymi dzieło sztuki, jest stworzony do animacji. Persona zresztą doczekała się już anime, między innymi adaptacji „Persona 4” i „Persona 5 the Animation”.
Aktorzy z krwi i kości to inna liga ryzyka. Trzeba przełożyć na realnych ludzi nastoletnich bohaterów wzywających demoniczne alter ego, scenerię japońskiego liceum i całą warstwę symboliczną, która w grze działa dzięki stylizacji, a nie realizmowi. Im bliżej rzeczywistości, tym łatwiej o efekt przebierańców.
Na razie nie znamy obsady, liczby odcinków ani daty premiery – to wczesna faza produkcji oparta na jednym doniesieniu Variety. Atlus i Netflix oficjalnie milczą.
Persona zawsze opowiadała o tym, że nosimy maski. Pytanie, czy Netflix założy je z wyczuciem, czy tylko przebierze aktorów za kogoś, kim nie są.


