Don't Nod ma 5 miesięcy życia. Tencent nie pomoże, a gracze czekają na cud
Francuskie studio Don’t Nod, twórcy Life Is Strange, stoi nad przepaścią. Audyt wykazał, że środki wystarczą tylko do listopada 2026 roku. Największy akcjonariusz, Tencent, nie zamierza ratować sytuacji.
Wyobraź sobie, że masz przed sobą pięć miesięcy na zrobienie wszystkiego, co jeszcze chcesz w życiu zrobić. Dokładnie tyle czasu ma przed sobą Don’t Nod Entertainment - studio, które dało nam Life Is Strange, Vampyr czy Tell Me Why. Według raportu audytorów, firma bez zdecydowanych działań przestanie istnieć w listopadzie 2026 roku. A największy akcjonariusz, chiński Tencent, na razie mówi: nie.
Audyt bez litości
Informacje o stanie finansów Don’t Nod pojawiły się w połowie czerwca 2026 roku. Jak podaje serwis CD-Action, raport ekspertów przeprowadzających audyt w studiu nie pozostawia złudzeń. Firma ma ogromne problemy finansowe. Brak podjęcia bardziej zdecydowanych działań może skutkować tym, że w listopadzie bieżącego roku skończą się środki na dalsze funkcjonowanie. To nie jest straszenie - to twarda liczba z bilansu.
Reakcje graczy są skrajne. Z jednej strony Don’t Nod ma na koncie kilka naprawdę dobrych gier, z drugiej - kilka kompletnych wtop. Dyskusje w internecie szybko zdominowały kwestie ideologiczne, ale to nie one są teraz najważniejsze. Studio nie składa jeszcze broni.
Tencent nie chce płacić
Rzecznik Don’t Nod potwierdził, że największy akcjonariusz, Tencent, na tę chwilę nie jest zainteresowany finansowaniem dalszej działalności. To kluczowa informacja - chiński gigant mógłby w każdej chwili wyciągnąć pomocną dłoń, ale najwyraźniej nie widzi w tym biznesowego sensu. Studio szuka więc pieniędzy gdzie indziej, a konkretnie - dla kolejnej gry o roboczej nazwie Project P14.
„Don’t Nod koncentruje się na wydłużeniu okresu, w którym będzie dysponować środkami finansowymi poprzez połączenie akcji związanych z pozyskiwaniem środków, zdyscyplinowane zarządzanie gotówką oraz optymalizację struktury operacyjnej” - tłumaczy rzecznik studia w oficjalnym oświadczeniu. W tłumaczeniu na ludzki język: tną koszty, szukają pieniędzy i próbują zrobić grę, która będzie tańsza w produkcji.
Co to znaczy dla graczy?
Zmiany w strukturze operacyjnej mogą, ale wcale nie muszą oznaczać zwolnień. Jeśli jednak spojrzymy na to, co dzieje się w ostatnich latach w branży gier - zmniejszenie zespołu jest już prawie pewne. Don’t Nod to nie pierwsze studio w tarapatach i nie ostatnie. Ma jeszcze trochę czasu.
„Jeśli im się nie uda, pod koniec roku firma może zostać zamknięta lub przejęta przez większy podmiot” - ocenia redakcja CD-Action.
Efekty działań Francuzów powinniśmy zobaczyć w najbliższych tygodniach. Jeśli Project P14 nie przekona inwestorów, a koszty nie zostaną wystarczająco zredukowane, Don’t Nod może podzielić los wielu innych studiów, które w ciągu ostatnich dwóch lat zniknęły z mapy gamingowego świata. Pytanie tylko, czy po drodze dostaniemy jeszcze jedną dobrą grę.


