Skip to content
Recenzje

Diablo 4: Lord of Hatred — błędy w błędzie, ale wciąż wciąga

Nowy dodatek do Diablo 4 pokazuje, że Blizzard nadal nie nauczył się balansować własnej ekonomii.

4 min read

Kilka dni po premierze Lord of Hatred gracze Diablo 4 odkryli, że ich postaci zarabiają dziesięciokrotnie więcej złota niż powinny. Nie była to żadna sekretna nagroda za lojalność, tylko zwykły błąd — ktoś w Blizzardzie prawdopodobnie pomylił mnożnik z dzielnikiem. I choć deweloperzy szybko zapowiedzieli poprawkę, społeczność rzuciła się na farmy z entuzjazmem godnym lepszej sprawy. To doskonała metafora tego, czym jest ten dodatek: maszynerią do grindowania, która działa mimo siebie, nie dzięki sobie.

Więcej tego samego, ale tym razem z Mefisto

Strukturalnie Lord of Hatred nie odbiega od formuły, którą Blizzard wypracował w poprzednim dodatku Vessel of Hatred. Dostajemy nowy akt kampanii, kolejny region (tym razem mroczne ruiny Kurast, które wyglądają jak każdy inny biom w grze, tylko z większą ilością zieleni), garść nowych bossów i — co najważniejsze — nowy tier lootów. Mefisto, tytułowy Pan Nienawiści, pojawia się jako główny antagonista, ale jego obecność to raczej pretekst do dodania kolejnych encounter’ów niż próba opowiedzenia czegoś ciekawego. Kampania trwa kilka godzin i kończy się dokładnie tam, gdzie się spodziewaliśmy: cliffhangerem zapowiadającym kolejny sezon.

Problem nie leży w tym, że Blizzard powtarza schemat — hack’n’slash z definicji polega na powtarzalności. Problem w tym, że studio nie potrafi zadecydować, czy chce zrobić grę dla hardcorowych farmerów, czy dla casualowych graczy poszukujących progresji. Efekt? System, w którym progresja wydaje się jednocześnie zbyt wolna i zbyt płytka. Nowe runy i umiejętności dla każdej klasy są ciekawe przez pierwsze kilkanaście godzin, ale szybko okazuje się, że meta znów sprowadza się do dwóch-trzech buildów. Reszta to iluzja wyboru.

Ekonomia bez sensu

Wróćmy do złota. Błąd z 900-procentowym boostem to nie pierwszy raz, kiedy Blizzard pokazuje, że nie ma pojęcia o własnej ekonomii. W poprzednich sezonach mieliśmy problemy z inflacją materiałów, bezsensownymi kosztami przeprojektowania itemów, a teraz — przypadkowy deszcz waluty, który psuje balans na starcie. Co gorsza, studio nie potrafi szybko reagować. Poprawka przyszła dopiero po kilku dniach, a gracze zdążyli już zgromadzić fortuny, które teraz trudno będzie zbalansować bez wywołania kolejnej fali narzekań.

To symptom większego problemu: Blizzard traktuje Diablo 4 jak grę live-service, ale nie potrafi zarządzać nią jak live-service. Brakuje transparentności, szybkości reakcji i — co najważniejsze — zrozumienia własnej społeczności. Gracze nie oczekują perfekcji, ale oczekują, że studio będzie potrafiło naprawić własne błędy zanim staną się memem.

Dla kogo to w ogóle jest?

Lord of Hatred to dodatek dla ludzi, którzy już są w ekosystemie Diablo 4 i nie mają zamiaru z niego wychodzić. Jeśli spędziłeś setki godzin w poprzednich sezonach, znajdziesz tu kilkadziesiąt kolejnych — nowe buildy do przetestowania, bossów do pokonania, listy rankingowe do wspinania się. Ale jeśli liczyłeś, że Blizzard w końcu naprawi fundamentalne problemy gry — monotonię endgame’u, brak sensownej narracji, sztuczne wydłużanie progresji — będziesz rozczarowany.

Porównując do Path of Exile 2 czy nawet starszego Grim Dawn, widać wyraźnie, że Blizzard gra bezpiecznie. Tam gdzie inni eksperymentują z mechanikami, narracją, strukturą świata, tu dostajemy kolejną porcję tego samego. To nie jest zła gra — to gra, która mogłaby być lepsza, gdyby ktoś w studiu miał odwagę zaryzykować.

Najsmutniejsze jest to, że Lord of Hatred wciąż wciąga. Pętla core’owa działa, walka jest satysfakcjonująca, a audiowizualna oprawa — mimo powtarzalności — trzyma poziom. To jak fast food: wiesz, że mógłbyś zjeść coś lepszego, ale sięgasz po to, co znane. I pewnie wrócisz za trzy miesiące, kiedy zacznie się kolejny sezon.

Diablo 4: Lord of Hatred to kolejny krok w miejscu — więcej contentu, ale zero odwagi w naprawianiu fundamentalnych problemów. Dla fanów wystarczy, dla reszty to tylko pretekst do czekania na coś lepszego.


Źródła:

Avatar photo

riplej.pl

ADMINISTRATOR