Burmistrz Londynu chce esportowej stolicy świata. 30 milionów funtów z turnieju to dopiero początek?
Burmistrz Londynu Sadiq Khan ogłasza ambitny plan uczynienia miasta esportową stolicą świata. Za wizytą w Tokio i spotkaniem z Fnatic stoją konkretne miliony funtów z turniejów, ale czy to wystarczy, by rozwiązać problemy młodzieży?
Kiedy burmistrz Londynu Sadiq Khan ogłasza, że chce uczynić miasto „esportową stolicą świata”, trudno nie zadać sobie pytania: czy to realna strategia gospodarcza, czy tylko kolejny polityczny slogan na wyborczym plakacie? Wizyta Khana w Tokio i spotkanie z Fnatic w Red Bull Gaming Sphere pokazują, że brytyjska stolica traktuje esport poważnie - ale czy na pewno w dobrym kierunku?
Londyn stawia na esportowe miliony
Jak donosi PC Gamer, Khan podczas wizyty w Japonii napisał na X: „Londyn jest gotowy, by wejść na wyższy poziom i przewodzić światu w esporcie”. Słowom towarzyszą konkretne liczby: finał League of Legends World Championship w 2024 roku na O2 wniósł do lokalnej gospodarki 12 milionów funtów, a Blast Premier London Open w 2025 roku - już 30 milionów. Branża esportowa ma według prognoz urosnąć z 2 miliardów dolarów do prawie 10 miliardów do 2033 roku. Londyński ratusz zamówił więc raport, który ma wskazać, jak wyciągnąć z tego jeszcze więcej.
Młodzieżowe obietnice i twarde dane
Raport rekomenduje nie tylko ściąganie wielkich turniejów, ale też „poszerzanie dostępu do karier w esporcie przez szkoły, praktyki i programy szkoleniowe” oraz łączenie uniwersytetów z pracodawcami. Brzmi pięknie, dopóki nie spojrzeć na liczby: w Wielkiej Brytanii 1,01 miliona osób w wieku 16-24 lata nie uczy się, nie pracuje i nie szkoli. Tymczasem kariera esportowego pro-gracza to zwykle kilka lat w wieku 20-25 lat, potem emerytura. Czy esport ma być odpowiedzią na problemy młodzieży, której brakuje podstawowych warunków do życia?
Więcej pytań niż odpowiedzi
Nie o to chodzi, że esport jest zły - problem w tym, że traktowanie go jako koła ratunkowego dla pokolenia NEET (Not in Education, Employment, or Training) może być krótkowzroczne. Co prawda turnieje generują miliony, ale one trafiają głównie do organizatorów, hoteli i firm technologicznych, a niekoniecznie do młodych ludzi z biedniejszych dzielnic. Khan obiecuje „stworzenie możliwości”, ale jak dotąd brakuje konkretów, jak te możliwości miałyby wyglądać poza samym hasłem.
Londyn ma szansę stać się esportowym hubem - ale jeśli nie rozwiąże problemów społecznych, którymi esportowcy nie będą w stanie się zająć, to cała inicjatywa może skończyć jako kolejny błyszczący, ale pusty projekt.


